"Edukacja jest rozwiązaniem dla wszystkich problemów."

funt

Prawie NIKT w Polsce nie zna faktycznej i pełnej odpowiedzi na zadane w tytule pytanie.

Ten artykuł otworzy Ci oczy na fakty, o których prawdopodobnie nikt Ci wcześniej nie powiedział i pozwoli odkryć rozwiązanie jednej z najciekawszych zagadek, nad jakimi głowią się Polacy w kraju i za granicą.

 

Jaka jest faktyczna różnica w zarobkach między Polską a Wielką Brytanią?

Jeśli zarabiamy średnią krajową w obu krajach (i tam też się za nią utrzymujemy), to w Polsce pensja taka daje nam ok. 67% brytyjskiej siły nabywczej (biorąc także pod uwagę różnice w podatkach). Choć zarabiamy nominalnie tylko 37% tego, co Brytyjczycy, to ich ceny są średnio 81% wyższe niż nasze i stąd taki wynik, jeśli chodzi o siłę nabywczą. (wyliczenie)

Problem pojawia się w niskoopłacanych profesjach, gdzie ważna staje się ustawowa kwota wolna od podatku. W Wielkiej Brytanii osoby zarabiające mało, prawie nie płacą podatków (kwota wolna od podatku to 9440 funtów), w Polsce płacą już po zarobieniu 3091 zł. Brytyjczyków stać na to, by pobierać symboliczne podatki od mało zarabiających. Nas niestety na to nie stać, bo większość podatników niewiele zarabia i tylko niecałe 2% Polaków otrzymuje powyżej 85 tys. rocznie (płacą oni aż 23% kwoty całego podatku PIT jaki jest płacony).

Czyli, mimo wyższych cen, w Wielkiej Brytanii zarabia się faktycznie więcej i pracownik płaci również niższe podatki.

 

Od czego zależy ile zarabiasz?

 

1. Kim jesteś

Pierwszym ważnym czynnikiem jest produktywność danej osoby. Chodzi tu o to, jaka jest Twoja wartość rynkowa, jak przydatne jest to, co robisz, ile wartości dodajesz swoją pracą. Jaką masz edukację, doświadczenie, umiejętności, charakter, talenty, zdolność negocjowania wynagrodzenia, chęć do pracowania w trudnych warunkach, zostania po godzinach w pracy, do częstych podróży służbowych, jakie masz parcie na awans itd.

Nawet w Polsce są osoby zadowolone ze swoich wynagrodzeń i czujące dużą siłę nabywczą – dobrzy programiści, managerowie z korporacji, prawnicy, lekarze, różnej maści specjaliści itd.

 

2. Jaki jest rynek pracy i na ile Cię potrzebuje

Ważne dla płacy jest też to, za ile się zgodzą pracować inni, porównywalni pracownicy, ilu z nich konkuruje o Twoje miejsce pracy. Zwykle im więcej lat trzeba się uczyć, by wykonywać daną pracę, tym łatwiej jest ją później dostać (np. potrzeba lekarzy, bo ciężko ich szybko zastąpić kimś z ulicy, a łatwo można znaleźć kasjera, dozorcę, sprzątaczkę – bo to może robić każdy po minimalnym przeszkoleniu).

Liczy się też wielkość i struktura bezrobocia. W tym samym czasie np. programiści aplikacji mobilnych są poszukiwani przez pracodawców i ich brakuje, a ich pensje rosną. Z kolei kasjerzy w marketach czy sprzątaczki mają gorzej – np. 30 osób bezrobotnych konkuruje o jedno wolne miejsce pracy tego typu.

Kiedy w całej gospodarce jest niska wydajność pracy, kryzys i wysokie bezrobocie, bezrobotni konkurują o każde miejsce pracy akceptując coraz niższe stawki. Lepiej pracować za mniej i dostać pracę niż wcale jej nie mieć. To klasyczny przypadek ustalania ceny pracy na zasadzie podaży i popytu.

Na wysokość bezrobocia wpływa także nieprzystosowanie umiejętności ludzi do szybko zmieniających się potrzeb rynku pracy, brak świadomości, że trzeba się uczyć całe życie, duża konkurencja związana z globalizacją i technologia, czyli fakt, że maszyny i komputery zastępują w pracy ludzi.

Mamy za dużo niepotrzebnych na rynku pracy politologów, filologów, geografów, socjologów, teologów, ekonomistów czy matematyków. Mało za to informatyków, lekarzy, inżynierów, wykwalifikowanych robotników fizycznych. Czyli jednocześnie jest bezrobocie i pracodawcy nie mogą znaleźć potrzebnych im pracowników.

 

3. W jak bogatym kraju pracujesz

Liczy się tzw. społeczna wydajność pracy (a nie tylko wydajność jednostki). To, ile zarobi jeden człowiek, zależy w dużej mierze od tego, ile zarabiają wszyscy pracujący w danym kraju. To z kolei uzależnione jest od tego, na ile ten kraj jest bogaty, co z kolei zależy od wielu czynników historycznych, geograficznych, stopnia rozwoju, kapitału ludzkiego, eksportu, właściwych regulacji prawnych itd.

Od wielu lat światowym trendem jest to, że udział płac w PKB spada, więc płace nie rosną tak szybko jak PKB. Niemniej jednak kraje o wyższym PKB mają zwykle wyższe płace.

Dla wielu osób zaskakujące jest to, że produktywność nie zależy tylko od tego, jak dobrze ktoś pracuje, ale od tego, w jak bogatym kraju. W Chinach ludzie pracują bardzo ciężko, ciężej niż w Wielkiej Brytanii i niewiele z tego mają, bo cały kraj jest dość biedny.

Ogólny poziom dobrobytu i wynagrodzeń przekłada się też na płacę minimalną, bo zwykle płaca minimalna wynosi trochę ponad 40% (a mniej niż 50%) średniego wynagrodzenia. Tak więc, jeśli średnie wynagrodzenie jest wysokie to i płaca minimalna jest relatywnie wysoka. Jak rośnie średnie wynagrodzenie, to zwykle również podnosi się minimalne. W bogatszym kraju każdy dostaje więcej, w biedniejszym mniej, nawet za tę samą pracę.

Koszty życia również grają rolę i w pewnym stopniu fakt, że nasze ceny stanowią tylko ok. 60% średniej UE (a koszty życia w Wielkiej Brytanii są 81% wyższe niż w Polsce) wpływa na to, że mamy również niższe pensje. Nasza siła nabywcza nie wypada dzięki temu tak źle, jak mogłaby to sugerować różnica kwoty, jaką się zarabia.

Dla średniego poziomu pensji ważne jest też to, ile wartości dodanej wytwarza się w danej gospodarce – choćby za ile potem można sprzedać własny wyrób za granicą. Eksport, na którym jest duża marża to np. sprzedaż zaawansowanych produktów, surowce są zwykle tanie i można je kupić od wielu różnych dostawców, więc Polska nie zarobi kokosów sprzedając węgiel czy rudy metali.

Sytuację może poprawić większa innowacyjność, inwestycje w kapitał ludzki, czy infrastrukturę. Kiedy rośnie produktywność, pracodawcy mają więcej pieniędzy i mogą zaryzykować stworzenie nowego miejsca pracy, wybudowanie nowego sklepu czy fabryki.

Jak konkretnie może wyglądać taka bogatsza i bardziej zaawansowana gospodarka? Zobaczmy na przykładzie Wielkiej Brytanii:

 

Dlaczego Wielka Brytania jest bogatsza od Polski?

 

Zacznijmy od tego, że praktycznie od zawsze była bogatsza. Wielokrotnie bogatsza.

To siódmy pod względem bogactwa kraj świata (na ponad 200 krajów).

Historycznie ogromny wpływ na to miała rewolucja przemysłowa i rozsiane po świecie kolonie Imperium Brytyjskiego.

Przed drugą wojną światową, Wielka Brytania była uważana za najpotężniejsze państwo świata. Oto terytoria, które kontrolowała na początku XX wieku:

kolonie

To właśnie Brytyjczycy wymyślili między innymi: telefon, telewizor, maszynę parową, cement, koleje, szczoteczkę do zębów, kanalizację, strony internetowe, piłkę nożną, tenisa, programowalny komputer i język angielski, którym dziś posługuje się prawie cały świat.

Jakby tego było mało, mają najbardziej stabilną i mocną walutę z krajów Zachodu. Funt jest czwartą najczęściej używaną w handlu walutą świata.

Brytyjczycy mają również takie firmy, jak: Tesco, Virgin, BP, Acer, Rolls-Royce, Unilever (właściciel takich marek, jak Dove, Lipton, Rexona, Hellmann’s, Knorr), Vodafone, HSBC, GlaxoSmithKline, British Telecom, British Airways i wiele innych potężnych, które nie są znane w Polsce…

Miarą znaczenia w świecie są również nobliści (mamy kilku noblistów, oni ponad 100). Należą do światowej czołówki w liczbie patentów, mają świetne, najlepsze w Europie uniwersytety – np. Oxford, Cambridge czy LSE. Przyciągają też do siebie z innych krajów najbardziej uzdolnionych ludzi z różnych dziedzin i to dodatkowo napędza im gospodarkę. W Polsce wręcz przeciwnie, najlepsi zwykle opuszczają kraj. Brytyjczycy zarabiają na imigrantach: Badania wykazały, że Wielka Brytania ma więcej pożytku z imigrantów niż z samych Brytyjczyków.

To właśnie z Wielkiej Brytanii pochodzą tak znane postacie, jak: Winston Churchill, Charles Darwin, William Shakespeare, Isaac Newton, John Lennon, Margaret Thatcher, David Beckham czy Paul McCartney.

W porównaniu z Polską, mają lepsze procedury, zarządzanie, stabilny system prawny wspierający biznes, sprawniej działające sądy. Do tego dochodzi dobrze rozwinięta infrastruktura, prowadzone są badania naukowe, które faktycznie przekładają się na patenty i innowacje, jest wysokie zaufanie społeczne, lepszy wizerunek kraju na świecie, co pozwala im łatwiej sprzedawać produkty innym krajom.

Eksportują bardziej zaawansowane produkty – np. sprzęt transportowy, chemię, maszyny, komputery, elektronikę, produkty optyczne, farmaceutyczne, paliwa itd. Polska z kolei eksportuje np. takie produkty, jak: sól, siarka, ziemia i kamienie, rudy metali, smary, artykuły spożywcze i chemiczne.

Widać tu wyraźnie, że Brytyjczycy eksportują produkty o większej wartości dodanej, przez co są w stanie osiągać większe zyski ze swojego eksportu.

Mają także więcej firm, które od dziesięcioleci działają w wielu krajach, 38% osób z wyższym wykształceniem (Polska ma 18%), całe bogactwo nagromadzone przez lata kapitalizmu, skumulowany efekt setek lat korzystania z kolonii, wysokiej klasy kapitał ludzki (plus ściągnięcie zdolnych osób z całego świata). Globalne centrum bankowości i ubezpieczeń jest w Londynie, a w tych branżach naprawdę są pieniądze.

Pomaga im także niska korupcja (14 miejsce na świecie, Polska też ma niską w porównaniu do krajów postkomunistycznych, ale jesteśmy na 38 miejscu na świecie).

Brytyjczycy nie mieli rozbiorów, zaborców, nikt ich nie wywoził na Sybir, w II wojnie światowej stracili mniej niż 1% populacji (Polska ponad 16% i dużą część terytorium), nikt im nie wybił inteligencji w Katyniu ani w Powstaniu Warszawskim, ich gospodarka i mentalność obywateli nie zostały zniszczone przez komunizm.

W przeciwieństwie do Polski nie graniczą z biednymi krajami, takimi jak: Rosja, Ukraina, Białoruś czy Litwa.

Od XVI wieku mają swój kościół anglikański (znacjonalizowali majątek kościoła katolickiego na swoim terytorium), a wszystko, co należy do kościoła jest państwowe. Kościół jest w Polsce największym właścicielem ziemskim po skarbie państwa, ale podlega obcemu państwu (Watykanowi). W Wielkiej Brytanii ziemia należy do państwa, nawet jeśli jest kościelna.

Doktryna anglikańska to coś między rzymskim katolicyzmem a protestantyzmem. Istnieje pozytywna korelacja między kulturą pracy wynikającą z protestantyzmu a bogaceniem się kraju (kraje protestanckie są zwykle bogatsze niż katolickie). Dziś regularnie do jakiegokolwiek kościoła chodzi 6% Brytyjczyków. Generalnie, im zamożniejszy kraj, tym mniejsza religijność (można też powiedzieć, że im mniejsza religijność tym zamożniejszy kraj, bo nie ponosi czasowo-finansowych kosztów religijności).

Podsumowując, Brytyjczycy skorzystali na rewolucji przemysłowej, podbili i na długie stulecia zdominowali świat, mają możliwość bliskiej współpracy z USA, bo podobny jest system prawny i język, od wieków budują dobrobyt w kapitalizmie.

 

Ciemna strona Wielkiej Brytanii

 

Trwający setki lat wyzysk kolonii brytyjskich na wielu kontynentach

Są też karty historii, które przyczyniły się do dzisiejszego bogactwa Wielkiej Brytanii, o których wolałaby ona dziś zapomnieć, jak choćby wymordowanie lokalnej populacji (w Ameryce i Australii), niewolnictwo, grabież surowców, zmuszanie kolonii do kupowania od Brytyjczyków, narzucenie swojego języka itd.

 

Nierówności i bieda

Wielka Brytania ma większe rozwarstwienie społeczne (różnice w dochodach) niż Polska – współczynnik Gini wynosi 40, a dla Polski 34. Dochodzą do tego problemy z wykarmieniem biednych:

„Pół miliona mieszkańców Wielkiej Brytanii, siódmego pod względem bogactwa kraju na świecie, korzysta z banków żywności, ponad dwa miliony ludzi jest niedożywionych, a jeden na sześciu rodziców odmawia sobie jedzenia, aby wykarmić rodzinę.” (Wysokie Obcasy)

 

Marne państwowe emerytury

Siła nabywcza państwowego świadczenia emerytalnego w Wielkiej Brytanii, jest faktycznie trochę MNIEJSZA niż siła nabywcza przeciętnej polskiej emerytury (!). Dlatego powszechne jest wpłacanie na prywatny fundusz emerytalny przez pracodawcę danej osoby, a także samodzielne odkładanie na emeryturę (coś w stylu naszego IKE).

 

Służba zdrowia również nie zachwyca

Na zabiegi trzeba czekać w długich kolejkach. Jest mało atrakcyjna dla Polaków, dlatego jak grzyby po deszczu rosną w Wielkiej Brytanii polskie przychodnie i kliniki. Można o tym więcej przeczytać tutaj i tutaj.

 

Zadłużenie prawie dwa razy większe niż Polski

Brytyjczycy mają też większy dług publiczny (90% PKB, Polska ma 55% PKB, a niebawem będzie mieć poniżej 50% dzięki pieniądzom z OFE). Podobnie z zadłużeniem sektora prywatnego – w 2011 roku polski sektor prywatny był zadłużony na 119,23% PKB, a brytyjski na 204,23% PKB. Dzięki tym pożyczonym pieniądzom państwo mogło się szybciej rozwinąć i cieszyć się dobrobytem już dziś, a płacić za to będzie dopiero w przyszłości.

Brytyjczycy jako naród mniej procentowo oszczędzają niż Polacy i więcej biorą kredytów, gospodarka kręci się więc trochę szybciej, bo jest większy popyt globalny. Mają bardziej konsumpcyjne podejście, trochę podobnie jak w USA.

 

Pogoda

Trudno ekonomicznie wycenić wartość pogody, ale dla wielu ludzi słoneczne dni są bezcenne. Polacy mocno narzekają na pogodę w Wielkiej Brytanii. Najbardziej dotkliwe są częste deszcze, szare chmury, brak słońca, silne wiatry i niskie temperatury.

 

Imigracja ma plusy, ale i minusy

W Wielkiej Brytanii nasilają się problemy społeczne związane z imigrantami, kiedy nie chcą się oni integrować, kiedy powstaje zderzenie kultur i religii. Przyciągają swoim dobrobytem nie tylko elitę intelektualną, czy zmotywowanych pracowników, ale i np. złodziei z innych krajów.

 

Sytuacja Polski

 

Mamy wiele problemów typowych dla krajów postkomunistycznych. Zaczynaliśmy po komunie bez firm mogących konkurować globalnie, z niekonkurencyjnym, przestarzałym przemysłem, w którym panowało nadzatrudnienie i który bez zamówień z dawnego bloku wschodniego generował straty.

W pewnym sensie robimy kapitalizm bez kapitału (a przynajmniej własnego kapitału), bo żeby się faktycznie rozwijać potrzebujemy kapitału zagranicznego. W ciągu ostatnich 24 lat zrobiliśmy jednak gigantyczne postępy i jesteśmy wymieniani jako przykład sukcesu wśród krajów postkomunistycznych.

Niższe płace to nasza przewaga konkurencyjna na rynku globalnym. Niestety nie jesteśmy bardziej innowacyjni od innych narodów, nie mamy, jak inni, ponad stuletnich firm globalnych i jeszcze długo nie będziemy ich mieć. Dlatego pozostaje nam konkurowanie na światowym rynku głównie ceną pracy, szczególnie ludzi wykształconych i znających języki, bo konkurencji niewykwalifikowanych pracowników nie wytrzymalibyśmy (w Chinach ludzie chętnie pracują dłużej i ciężej za znacznie niższe stawki). Dlatego np. świetnie rozwijają się usługi outsourcingowe w Krakowie.

Problemem jest między innymi to, że wiele osób w Polsce, szczególnie po 55 roku życia jest biernych zawodowo. Każda taka osoba musi być utrzymywana przez kogoś, kto pracuje – to prowadzi w efekcie do niższych płac, bo mniej osób wytwarza dochód narodowy.

Według danych OECD, wśród osób w wieku 15-65 lat w Wielkiej Brytanii pracuje zawodowo 70,4%, a w Polsce tylko 59,7%. I nie mówimy tu tylko o bezrobociu, ale także o przechodzeniu na wcześniejsze emerytury, zajmowaniu się domem, zrezygnowaniu ze starania się o pracę i wegetacji na koszt najbliższych (np. 30-sto latek żyjący z rodzicami na ich koszt), traktowaniu zasiłków z opieki społecznej i dorywczej pracy na czarno jako sposobu na życie.

Mamy taką płacę minimalną, na jaką nas stać bez ryzyka dużego podniesienia bezrobocia i zwiększenia szarej strefy (gdybyśmy dziś wprowadzili np. płacę minimalną w wysokości tej w Wielkiej Brytanii, to bezrobocie wyniosłoby prawdopodobnie ponad 90% i załamałaby się gospodarka). Dlatego dobrobyt musimy wypracować przez kolejne dekady rozwoju i nie da się go wprowadzić ustawą, z dnia na dzień.

Szara strefa powoduje, że Polska wychodzi w statystykach gorzej niż jest naprawdę. U nas szacuje się, że szara strefa ma wartość aż 25% PKB. W Wielkiej Brytanii to ok. 10% PKB. Dlatego nasze statystyki bezrobocia i biedy są zawyżone – naprawdę, to mamy się trochę lepiej, ale nie przyznajemy się do tego przed fiskusem.

Średnio, na każde 100 euro, które Polak zarabia oficjalnie, przypada 25 dodatkowych euro, które zarabia pod stołem, bez deklarowania tego urzędowi skarbowemu. Brytyjczyk w takiej samej sytuacji dostaje pod stołem tylko 10 euro.

Duża część uroku pracy Polaków w Wielkiej Brytanii polega na tym, że te pieniądze można potem wydać w Polsce, gdzie mają znacznie większą siłę nabywczą. Brytyjczycy nie mają tak dobrze, bo do Polski się tak łatwo na stałe nie przeniosą, by wydawać u nas zarobione w swojej ojczyźnie pieniądze (powstrzyma ich choćby niezwykle trudny do opanowania język polski).

To świetnie, że możemy legalnie pracować w Wielkiej Brytanii i zarabiać ich wysokie stawki już dziś bez czekania kolejnych kilkudziesięciu lat, by poziom rozwoju Polski zbliżył się znacznie do ich niezwykle wysokiej pozycji, którą budowali do setek lat.

 

Podsumowanie

 

Podsumowując, Wielka Brytania jest bogatsza od Polski, a bogactwo kraju przekłada się na bogactwo i zarobki obywateli.

Dlaczego jest bogatsza od Polski?

Z powodów geograficzno-historyczo-kulturowych.

Choć prawdopodobnie nigdy nie dogonimy gospodarczo Wielkie Brytanii, mamy szansę znacznie zbliżyć się do jej poziomu. Od odzyskania niepodległości intensywnie rozwijamy się i pracujemy, by Polska również kiedyś dołączyła do bogatych krajów.

Różnica w poziomie życia Polaków i Brytyjczyków jeszcze nigdy nie była tak mała, jak dziś.

Autor:

Komentarze: