"Edukacja jest rozwiązaniem dla wszystkich problemów."

 

Są różne opinie – od tego, że jest dług jest gigantyczny i za chwilę wszystko się zawali, do opinii, że Polska jest w dobrej sytuacji, jesteśmy wypłacali i mamy dług znacznie mniejszy niż większość krajów.

 

Jak jest naprawdę?

 

Zanim powiemy sobie, jakie argumenty przemawiają za każdą z tych ocen, zastanówmy się, od czego zależy, czy ktoś ma problem ze swoim zadłużeniem. Załóżmy, że czyjś dług wynosi 10 tys. zł. To źle czy dobrze? To zależy od takich czynników, jak:

– ile ta osoba zarabia

– jak szybko rosną jej zarobki

– jakie jest oprocentowanie długu

– na co zostały wydane te pieniądze – zostały zainwestowane czy przejedzone?

 

A oto powody, dla których jesteśmy w dość dobrej sytuacji, jeśli chodzi o dług publiczny:

Polski dług publiczny wynosi ok. 55% PKB i jest na granicy pierwszego progu ostrożnościowego, który sami sobie zdefiniowaliśmy, by zmotywować się do ograniczania długu. Wiele krajów jest znacznie bardziej zadłużonych niż Polska, a średni dług publiczny na świecie to 68% PKB.

Większy procent długu do PKB mają choćby:

Niemcy 81,7% PKB
Francja 89.9% PKB
Wielka Brytania 88.7% PKB
USA 73.6% PKB
Węgry 78.6% PKB
Japonia 214.3% PKB
Hiszpania 85.3% PKB
Grecja 161.3% PKB
Portugalia 123.6% PKB

(wg danych CIA)

 

Jakie odsetki płacimy za nasz dług?

Aktualnie tzw. rentowność polskich obligacji waha się między 4% a 5%. Obligacje to forma pożyczania państwu pieniędzy – mogą je kupować pojedyncze osoby i instytucje. To dość bezpieczna forma inwestowania. Z kolei dla państwa jest to w miarę tani pieniądz i jeśli jest ono w stanie wykorzystać go na inwestycje przynoszące odpowiedni zwrot – może zarabiać na swoim długu.

 

Nasz PKB od wielu lat nieprzerwanie rośnie, więc każdego roku mamy nieco większą zdolność do spłacania zadłużenia. Nawet w ciągu ciężkich dla Europy lat 2007-2012, kiedy większość krajów straciła duże pieniądze, Polska gospodarka urosła najwięcej w Europie – aż ponad 18%.

 

Na co głównie zostały wydane pożyczone w ostatnich kilku latach pieniądze?

 

Część pochłonął kryzys – malejące wpływy budżetowe i jednocześnie rosnące wydatki prowadziły od deficytów budżetowych i długu.

 

Część długu pomogła sfinansować największy plac budowy w Europie, jakim stała się Polska dzięki pieniądzom z UE.

Otrzymujemy obecnie więcej pieniędzy z Unii niż jakikolwiek inny kraj, bo jesteśmy największym z tych mniej zamożnych krajów, które weszły niedawno do Unii i mamy za te pieniądze przybliżyć się do poziomu pozostałych państw członkowskich.

Projekty współfinansowane z UE wymagają wkładu własnego, więc często musieliśmy pożyczyć 20-30% wartości danej inwestycji. Duża część tego długu powstała w samorządach. Jednak zyski z tych inwestycji w postaci dróg, autostrad, dworców, lotnisk, sal gimnastycznych, boisk, parków itd. będziemy mieli przez kolejne 30 lat lub więcej.

 

Część długu powstała dzięki wprowadzonemu 15 lat temu mechanizmowi, który spowodował, że pieniądze na składki emerytalne zamiast płynąć w całości do ZUS popłynęły również do OFE, które potem kupowały za część tych pieniędzy nasze obligacje. Przez to powstała dziura w ZUS, którą co roku musiał zasypywać budżet Państwa. Nie miał na to pieniędzy, więc pożyczał i tak narastał w szybkim tempie dług. Po planowanej teraz reformie OFE i przekazaniu będących w nich pieniędzy z powrotem do ZUS nasz dług publiczny obniży się o kilkanaście procent.

Większość polskiego długu publicznego mamy wobec polskich obywateli i firm które kupiły obligacje skarbu państwa. Czyli faktycznie jesteśmy w dużej mierze zadłużeni u samych siebie. Pozostałą część długu mamy wobec mamy wobec inwestorów zagranicznych.

Warto zdać sobie sprawę z tego, że nawet w przypadku problemów z bieżącym wykupem obligacji, czyli z terminową spłatą zadłużenia nie musiałoby dojść do bankructwa państwa – jesteśmy w Unii Europejskiej, która może pomóc jak ostatnio pomagała Grecji, Hiszpanii czy Cyprowi, mamy też elastyczną linię kredytową Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Bardzo daleko nam do Grecji, która ma dług publiczny w wysokości ponad 160% PKB.

 

Zastanówmy się teraz dlaczego dług publiczny może jednak być powodem do niepokoju.

Jesteśmy wciąż krajem na dorobku i mamy dość wysoki dług w porównaniu z innymi postkomunistycznymi krajami naszego regionu. Węgrzy są zadłużeni na aż 79% PKB, ale Słowacy już tylko 52%, a Czesi 46%. Niektóre z innych krajów mają znacznie niższe zadłużenie – np. Rumunia ma ok. 38% PKB. Średnia pensja w Rumunii netto to ok. 1635 zł, podczas gdy w Polsce jest to 2736 zł. Można powiedzieć, że poziom życia w Polsce jest wyższy niż w Rumunii, ale i zadłużenie jest większe. Coś za coś.

 

Kraje, które są stabilne mogą pożyczać taniej i dlatego USA czy Niemcy mają dostęp do bardzo taniego finansownania – płacą 1-2% odsetek od swojego długu, podczas gdy kraje mniej stabilne, nie mają takiej wiarygodności w oczach inwestorów muszą pożyczać znacznie drożej. Między innymi dlatego mają więcej powodów, by unikać pożyczania, co może prowadzić do tego, że mają niskie zadłużenie – dzieje się to jednak często kosztem wolniejszego rozwoju. Dla przykładu, niektóre państwa płacą naprawdę duże odsetki: 9%, jak Grecja czy 12%, jak Brazylia. Są też kraje, które mają małe długi, bo swoje potrzeby rozwojowe pokrywają z zysków ze sprzedaży ropy naftowej czy gazu ziemnego.

 

Druga sprawa, to kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie, które pochłaniają tzw. koszty obsługi długu. Teoretycznie, zamiast płacić za odsetki moglibyśmy wykorzystać te pieniądze inaczej, oczywiście gdybyśmy nie mieli długu publicznego. Kredyt może być dobrym narzędziem przyspieszającym rozwój lub niebezpiecznym zbliżaniem się do bankructwa – zależy to od warunków, na jakich go dostajemy i tego, na co wykorzystujemy pożyczone pieniądze.

 

Sytuacja demograficzna Polski nie napawa optymizmem i dobrze byłoby mieć rezerwę w postaci niskiego długu publicznego, który w późniejszym czasie moglibyśmy zwiększać, by poradzić sobie z kryzysem demograficznym i starzeniem się społeczeństwa.

 

Podsumowując – Polski dług jest dość duży na tle postkomunistycznych krajów naszego regionu, ale nie stwarza na razie żadnego zagrożenia. Potrzebna jest rozważna polityka unikająca nadmiernego zadłużania. Trzeba mądrze wyważyć na ile oszczędności i na ile zadłużenia możemy sobie w danej chwili pozwolić i co będzie optymalne dla kraju.

 

Jeśli nie zdarzy się w najbliższym czasie kolejny głęboki kryzys i władzy nie przejmą jacyś skrajnie nieodpowiedzialni ludzie – nie mamy się co martwić o polski dług publiczny.

Autor:

Komentarze: