"Edukacja jest rozwiązaniem dla wszystkich problemów."

Ostatnio dużą popularnością w internecie cieszy się poniższa propagandowa grafika:

zus-450jpg

 

Jaka jest prawda? Czy składki na ZUS faktycznie o tyle wzrosły?

Tak.

Czy jest to „skandal” i „wina Tuska”?

Nie.

Jest to spowodowane tym, że średnia pensja urosła w tym czasie o mniej więcej tyle samo.

Po prostu składki ZUS automatycznie rosną, jeśli rośnie średnie wynagrodzenie. Tak to jest od wielu lat uregulowane i nie ma w tym niczyjej „złej woli”.

Prześledźmy wysokość średniej krajowej w czasie:

2007: 2691,03 zł
2008: 2943,88 zł
2009: 3102,96 zł
2010: 3224,98 zł
2011: 3399,52 zł
2012: 3521,67 zł
2013: 3898 zł

Wzrost o prawie 45%.

Jeszcze szybciej rosła płaca minimalna:

2007: 936 zł
2008: 1126 zł
2009: 1276 zł
2010: 1317 zł
2011: 1386 zł
2012: 1500 zł
2013: 1600 zł

Wzrost o 71%!

Czyli generalnie ta grafika narzeka na to, że Polska się rozwija i rosną wynagrodzenia…

zl

W tradycyjnych mediach i w internecie trwa niezdrowe podniecenie sytuacją ZUS-u, OFE i ogólnie całego systemu emerytalnego. W oparciu o kłamstwa i manipulacje, niepotrzebnie buduje się narodową histerię. Działa to szczególnie na ludzi nie mających odpowiednich narzędzi i wiedzy, by zrozumieć dość złożoną sytuację systemu emerytalnego.

Zobaczmy więc, jak jest naprawdę:

 

Kłamstwo 1: Emerytura mężczyzny będzie trwać 5 lat

 

Twierdzący tak ludzie posługują się prostym, ale błędnym wyliczeniem. Od średniej długości życia mężczyzny (lekko ponad 72 lata) odejmują wiek emerytalny (67 lat) i wychodzi im, że mężczyzna będzie żył tylko 5 lat na emeryturze.

Na czym polega błąd?

Otóż nie można do tego wyliczenia stosować średniej długości życia, dlatego, że obejmuje ona także tych, którzy zmarli np. kiedy mieli 10 dni, 4 lata, 15 lat, 33 lata itd.

Odpowiednią średnią do tego wyliczenia jest przewidywalna długość życia mężczyzny, który dożył 67 lat, czyli 14,8 lat (dla kobiet jest to 19,2). Więcej na ten temat można przeczytać tutaj.

Jest to wciąż średnia – można się ponad nią wybić choćby świadomie dbając o swoje zdrowie i kondycję fizyczną. Według Światowej Organizacji Zdrowia, nasza długość życia w ok. 50% zależy od stylu życia (ilości stresu, jakości diety, ćwiczeń fizycznych itd.).

Co więcej, żyjemy średnio coraz dłużej. Jak wynika z danych GUS, w ostatnich 20 latach średnia długość życia polskich mężczyzn wydłużyła się o 6 lat, a kobiet o 5,5 roku.

 

Kłamstwo 2: Otrzymasz na emeryturze świadczenie w wysokości 42% Twojej dzisiejszej pensji

 

Po pierwsze, chodzi o ostatnią pensję przed emeryturą, a nie pensję dzisiejszą, a po drugie dotyczy to tylko osób, które teraz zaczynają pracę (starsi będą mieli zwykle ponad 50% ostatniego wynagrodzenia).

Dla przykładu: dzisiejsze średnie wynagrodzenie wynoszące ok. 2,6 tys. zł netto, w roku 2052 osiągnie poziom ok. 8,0 tys. zł netto (uwzględniając inflację). Gospodarka się rozwija, wynagrodzenia z czasem rosną, gonimy Zachód i dlatego emerytura takiej osoby wyniesie nie 42% jej dzisiejszej pensji, tylko ok. 3405 zł. (źródło)

Dzięki podniesieniu wieku emerytalnego do 67 roku życia i zrównaniu tego progu dla mężczyzn i kobiet, emerytury ogółem będą wyższe średnio o 45 proc., natomiast emerytury kobiet będą wyższe o 70%.

Średnia długość życia ciągle rośnie, musimy więc i dłużej pracować, by zarobić na ciągle dłuższe życie na emeryturze.

ZUS wprowadził pewne zamieszanie wysyłając listy do ubezpieczonych i mówiąc im, ile emerytury mieliby, gdyby już od teraz nie pracowali do końca życia (dla większości oczywiście byłoby to śmiesznie mało) i ile otrzymaliby gdyby przez wszystkie pozostałe lata do wieku emerytalnego odprowadzali taką składkę jak dziś (co też jest zaniżonym założeniem, bo wynagrodzenia rosną z czasem, można dostawać więcej pieniędzy ze względu na coraz większe doświadczenie zawodowe, awans, zmianę pracy na lepszą itd).

 

Kłamstwo 3: ZUS wypłaca sobie miliardowe nagrody

 

Nie tak dawno SuperExpress donosił:

„ZUS wydał 1 278 249 000 złotych na nagrody! NIEWIARYGODNE!”

A teraz przyjrzyjmy się faktom, które powodują, że „niewiarygodne” staje się zupełnie normalną sprawą:

– tak kwota to suma nagród, które dostało 47 TYSIĘCY urzędników na przestrzeni 6 LAT. Wychodzi 377 zł miesięcznie na pracownika – to już trochę mniej szokująca kwota, prawda?

– wypłaty emerytur to największe zadanie państwa, pochłaniają największą cześć budżetu

– większość pracowników ZUS to ludzie z wyższym wykształceniem, a tacy po prostu zarabiają więcej. Są oni odpowiedzialni za miliardy złotych, miliony emerytów i płatników składek, obsługują skomplikowane systemy informatyczne, są wśród nich informatycy, prawnicy, analitycy itd.

– ZUS musi konkurować o pracowników z sektorem prywatnym. Gdyby pensje, które oferuje (z nagrodami licząc) były dużo niższe niż średnia krajowa, ZUS nie mógłby znaleźć kompetentnych kandydatów do obsadzenia potrzebnych mu stanowisk.

– ZUS jest ogromnym pracodawcą (ponad 47 tys. pracowników) i ma wynegocjowany wiele lat temu układ zbiorowy pracy z tymi pracownikami, który reguluje między innymi kwestię tych nagród. Tak więc nie jest to widzimisię dzisiejszego prezesa ZUS, który przez wrodzoną złośliwość postanowił przyznać sobie nagrody.

Tabloidy lubią podniecać się nagrodami (i stworzą sobie odpowiednio szokującą liczbę, choćby miały dodać nagrody wypłacone 47 tys. pracowników na przestrzeni 6 lat). W innych krajach też są nagrody i różne przywileje dla pracowników, a zarobki w administracji nie odbiegają zwykle od zarobków w sektorze prywatnym (tak jest też w Polsce – średnie wynagrodzenie w ZUS jest w okolicach średniej krajowej).

 

Kłamstwo 4: Polski system emerytalny jest gorszy niż systemy w innych krajach

 

Wbrew narzekaniom, okazuje się, że polski emeryt ma większą siłę nabywczą niż …brytyjski. Przy założeniu, że oboje polegają tylko na państwowej emeryturze.

Średnia państwowa emerytura w Polsce to ok. 1900 zł, podczas gdy w Wielkiej Brytanii to 110,15 funtów tygodniowo. Biorąc pod uwagę fakt, że wg danych OECD ceny w Wielkiej Brytanii są o 81% wyższe niż w Polsce – gdyby brytyjski emeryt polegał tylko na państwowej emeryturze mógłby za nią kupić mniej niż polski.

Z tego względu emeryci w wielu krajach Zachodu oszczędzają samodzielnie w prywatnych funduszach emerytalnych. Często pomagają im w tym pracodawcy np. dorzucając drugie tyle do każdej wpłaty na prywatny fundusz emerytalny. Państwo gwarantuje tylko minimum pozwalające nie umrzeć z głodu. Podobnie jest też w Kanadzie czy Nowej Zelandii.

Podobny do polskiego system emerytalny ma Słowacja. Ona także w 2012 roku przeprowadziła reformę marginalizującą OFE, bo powodowały one lawinowe narastanie długu publicznego. Wzorcem dla polskiego systemu emerytalnego z 1999 roku było Chile, w którym wprowadzono w pełni rynkowy system emerytalny i musiano się z niego w rezultacie wycofać, bo wielu ludzi wypracowało w ten sposób emerytury bliskie zeru.

Polska jest w o tyle gorszej sytuacji od krajów, które nie miały komunizmu, że składki emerytalne dzisiejszych emerytów zniknęły w nieefektywnym systemie gospodarki centralnie planowanej. Nie było giełdy, by je inwestować i gospodarki rynkowej, by miały jakaś realna wartość. Swoją drogą, jeśli pensja wynosiła 20 dolarów, to ile można było z tego faktycznie odłożyć, by mogło to utrzymać dzisiaj emeryta?

Z tego powodu mamy system, w którym musimy się zatroszczyć o wszystkich, którzy płacili składki, ale jednocześnie nie mamy pieniędzy z tych składek, w związku z tym płacący dziś ZUS zapewniają wypłatę emerytury swoim rodzicom lub dziadkom. Taki system mógłby funkcjonować całkiem dobrze, gdyby nie nadchodzące problemy demograficzne i ciągle zwiększająca się długość życia, a co za tym idzie – okresu pobierania emerytur.

 

Kłamstwo 5: ZUS jest bankrutem

 

Dopóki trwa państwo, dopóty będą emerytury. ZUS jest systemem redystrybucyjnym i jest dodatkowo gwarantowany przez skarb państwa, więc ryzyko jego bankructwa jest równe ryzyku bankructwa państwa, a to jest niezmiernie niskie. Więcej na ten temat:

Prezes Derdziuk uspokaja: ZUS nie zbankrutuje

Demografia stanowi coraz większe wyzwanie, ale istnieją też możliwości poradzenia sobie z sytuacją. Oto kilka przykładowych zmian, które mogą nas czekać, w zależności od tego, jak będzie się dalej rozwijać sytuacja:

– obniżenie najwyższych świadczeń i przywilejów emerytalnych, zmniejszenie różnic między najbogatszymi i najbiedniejszymi emerytami – zaczęły się już działania w tym kierunku.

– podniesienie wieku emerytalnego bez podnoszenia świadczeń (ostatnio podnieśliśmy wiek emerytalny, ale również i wysokość emerytur, które dzięki temu będą o 45% wyższe)

– przyjęcie młodych imigrantów ze Wschodu, by płacili ZUS na obecnych emerytów – takie rozwiązanie stosuje wiele krajów Zachodu. Pozwala to zapełnić lukę powodowaną przez niż demograficzny.

– lepsza polityka rodzinna może trochę zwiększyć liczbę urodzeń, choć trudno spodziewać się cudów, biorąc pod uwagę doświadczenia Niemiec, Ukrainy czy Rosji w tym zakresie.

– prawne zobowiązanie dzieci do opieki nad starszymi rodzicami – takie rozwiązanie wprowadziły ostatnio Chiny.

– odwrócona hipoteka, czyli możliwość otrzymania wypłat np. w wysokości kilkuset zł miesięcznie do końca życia w zamian za nieruchomość.

– ograniczenie dziedziczenia świadczeń emerytalnych z ZUS-u.

– powrót części emigrantów do Polski – za np. 10 lat Warszawa, Wrocław czy Trójmiasto mogą być atrakcyjnymi miejscami do życia dla znających języki, mających zagraniczne wykształcenie i doświadczenie, posiadających oszczędności umożliwiające zakup mieszkania czy zaczęcie biznesu, wymoczonych emigrantów wracających z Anglii, czy wymrożonych Polaków, którzy pracowali dotąd w Norwegii.

– część emigrantów sprowadzi się do Polski na stare lata, by za zagraniczne emerytury być w stanie dobrze żyć w tańszej Polsce. To będzie bardzo korzystne dla naszej gospodarki, bo będą wydawać pieniądze nie zabierając nikomu miejsca pracy i nie obciążając ZUS-u.

 

Kłamstwo 6: Rząd „ukradł” pieniądze z OFE

 

Państwo umarza obligacje zgromadzone w OFE i zamienia je na zapisy na subkontach w ZUS.

Dla emerytów nie stanowi to praktycznie różnicy.

Kto gwarantował obligacje?

Państwo.

Kto gwarantuje zapisy na subkontach w ZUS, na które te obligacje zamieniono?

To samo państwo.

Istnieje natomiast prawdopodobieństwo, że przez ten zabieg emerytury będą …wyższe, bo będą bardziej uzależnione w przyszłości od decyzji polityków, a dużą część wyborców w starzejącym się społeczeństwie będą stanowili emeryci. Mówił o tym Mateusz Szczurek, zanim jeszcze został ministrem finansów (zobacz wywiad).

Częściowa likwidacja OFE nic nie zmieniła dla emerytów, bo państwo przejęło zobowiązania OFE, ale poprawiła kondycje finansów publicznych i oddaliła ryzyko bankructwa państwa (co nie byłoby korzystne dla nikogo, a szczególnie emerytów). Dzięki temu zabiegowi znacznie spadnie dług publiczny i jego relacja do PKB, a także przestanie on tak lawinowo narastać w przyszłości.

Jest tak dlatego, że pożyczaliśmy na procent pieniądze już dziś, żeby odkładać je w OFE na zobowiązania, które wystąpią za np. 20 lat. Robienie takiego sztucznego długu publicznego prowadziłoby do bankructwa (szczegóły).

Polska jako jedyny kraj ma konstytucyjnie określony limit zadłużania państwa. To powodowało, że bez tej reformy musielibyśmy niebawem dokonać szeregu drastycznych cięć, które mogłyby wywołać kryzys gospodarczy, ograniczyć możliwości tworzenia wzrostu gospodarczego itd.

Dzięki tej reformie, OFE w końcu będą opcją, którą można wybrać, a nie przymusem. Nasze prawo będzie wreszcie takie, jak we wszystkich cywilizowanych krajach.

Pozytywnie oceniają reformę niezależni ekonomiści, z wyłączeniem tych, którzy byli twórcami OFE lub aktualnie czerpią z OFE korzyści np. w formie dotacji dla ich fundacji. Konieczność reformy czy też dania obywatelom wyboru w sprawie OFE podkreślało między innymi PO, PiS i SLD.

Na razie sytuacja systemu emerytalnego jest dość dobra, natomiast wiele będzie zależało od przyszłych rządów, przyszłego wzrostu gospodarczego i dalszego rozwoju sytuacji. Przyszłość jest zawsze w jakimś stopniu niewiadomą.

 

Podsumowanie

 

To wszystko nie znaczy, że jest świetnie i należy polegać tylko na państwie – najlepiej zadbać o siebie mając własne inwestycje (jak robią też emeryci na Zachodzie), natomiast jest znacznie lepiej niż się to większości wydaje.

Państwo zapewni podstawową emeryturę, a czy chcemy odkładać więcej we własnym zakresie zdecydujemy już sami. Dziś emeryci są drugą najlepiej sytuowaną grupą społeczną (po przedsiębiorcach), a średnia emerytura to ponad 1900 zł.

Oto oficjalna strona internetowa umożliwiająca szacowanie wysokości emerytury (uwzględniając prognozy wzrostu wynagrodzeń i inflacji).

Wylicz swoją szacunkowa emeryturę:
http://emerytura.gov.pl/oblicz-swoja-emeryture.php

korpo

Krąży ostatnio wiele opinii oskarżających globalne korporacje o wszelkie zło tego świata – ponoć nie płacą one podatków, ponoć w Polsce większość dużych firm jest własnością kapitału zagranicznego, a ogromne profity korporacji znikają gdzieś w kieszeniach garstki ludzi trzymających władzę nad światem.

 

Przyjrzyjmy się temu, jak faktycznie działają korporacje, jakie ważne fakty są przemilczane przez ludzi tworzących teorie spiskowe i jak Ty możesz stać się współwłaścicielem prawie dowolnej korporacji.

 

Korporacje płacą podwójne podatki

 

Mało osób o tym wie, ale korporacje (działające w Polsce jako Spółki Akcyjne) są opodatkowane podwójną stawką 19%. Pierwsze 19% to podatek CIT, które płacą od zysku, jako korporacja, drugi raz 19% płacą udziałowcy, którzy np. dostają dywidendę (wypłatę części zysków) lub sprzedają z zyskiem swoje udziały. Jest to wtedy podatek od zysków kapitałowych.

W jednoosobowej działalności gospodarczej płaci się tylko raz podatek dochodowy (np. liniowy 19%) i już można korzystać z pieniędzy na swoje prywatne cele.

Dlaczego korporacje są opodatkowane podwójnie?

Dzieje się tak, bo w przeciwieństwie do jednoosobowej działalności gospodarczej, właściciele korporacji nie odpowiadają całym swoim majątkiem za zobowiązania spółki. Jeśli masz jednoosobową działalność i popadnie ona w długi – zlicytują Ci dom, samochód itd. Jeśli masz udziały w spółce akcyjnej o wartości 5000 zł, możesz stracić maksymalnie te 5000 zł, nikt nie będzie dotykał Twojego osobistego majątku, by pokryć zobowiązania upadającej spółki.

Czyli – większe bezpieczeństwo w razie bankructwa jest okupione tym, że korporacja płaci podatek dwa razy.

Oczywiście, wiadomą rzeczą jest, że korporacje starają się uniknąć tego pierwszego podatku dochodowego CIT i albo inwestują tak, by prawie nie mieć zysków, albo transferują zyski za granicę lub do rajów podatkowych. Tak czy inaczej, nawet jeśli zbiją ten podatek do zera, ich udziałowcy muszą zapłacić 19% podatku od zysków kapitałowych, więc nie jest tak, że korporacje nie płacą podatków.

Poza takim rozwiązaniem podatkowym, korporacje notowane na giełdzie muszą się publicznie rozliczać z każdej złotówki – ich sprawozdania finansowe są jawne i sprawdzają je zewnętrzne firmy audytowe. Raporty takie możesz przeczytać np. tutaj.

 

Możesz w prosty sposób zostać współwłaścicielem korporacji

 

Kto może zostać współwłaścicielem korporacji?

Każdy, kto kupi jej akcje na giełdzie papierów wartościowych.

Nieważne, czy masz 100 tys. zł czy 2000 zł – możesz zaopatrzyć się w akcje firmy, która Twoim zdaniem będzie się świetnie rozwijać i dobrze zarabiać. Robiąc to podejmujesz RYZYKO.

Jeśli firma pójdzie z torbami (zbankrutuje), możesz stracić cały zainwestowany w nią kapitał i rząd nie wypłaci Ci za to odszkodowania, ani sąd pracy nie przyzna Ci racji i rekompensaty. Jeśli jednak spółka będzie się rozwijać i przynosić zyski – będziesz mieć udział w tych zyskach, dostaniesz dywidendy i wartość posiadanych przez Ciebie akcji będzie rosła.

Korporacje działają na rynku i codziennie zderzają się z takimi zjawiskami, jak konkurencja, zmieniające się oczekiwania klientów, własne błędy w zarządzaniu czy ocenie sytuacji itd. Nikt nikomu nie gwarantuje, że dana firma będzie przynosić zyski, nieważne jak wielka jest w danej chwili. Dobrym przykładem jest tu bankrutująca teraz firma KODAK, która produkowała aparaty fotograficzne i filmy do nich (w technologii analogowej). Została zepchnięta z rynku przez fotografię cyfrową, smartfony itd.

Inne firmy z kolei rosną – gdyby ktoś 5 lat temu zainwestował 1000 zł w akcje firmy Google, dziś miałby akcje warte 7740 zł.

 

Nieważne czy kapitał jest polski czy zagraniczny

 

Mówi się, że kapitał nie ma narodowości. Każda duża korporacja ma inwestorów z wielu różnych krajów i nie ma dużego znaczenia, skąd pochodzą jej założyciele. Google i Apple praktycznie nie płacą podatku dochodowego w USA, bo uciekają z nim do rajów podatkowych, więc USA nie zarabia jakoś specjalnie na fakcie, że założyciele pochodzą właśnie stamtąd.

Ważniejsze jest skąd pochodzą inwestorzy mający akcje tej firmy (podatek od zysków kapitałowych), gdzie firma zatrudnia najwięcej pracowników (podatki i składki pracownicze), gdzie jej produkty się najlepiej sprzedają (w tym przypadku kraj zarabia np. na podatku VAT na te produkty).

Większość międzynarodowych korporacji ma inwestorów z wielu krajów naraz. Każdy z nich ma jakąś część akcji i w takim stopniu bierze udział w zyskach i stratach firmy. Polacy mogą inwestować w niemieckie spółki, Niemcy w polskie, Polacy mogą pracować dla niemieckich korporacji, Niemcy dla polskich, Polacy mogą kupować produkty niemieckich korporacji, Niemcy mogą kupować produkty polskich itd.

Generalnie nikt nikogo nie pyta o paszport zanim sprzeda mu np. puszkę coli. Świat globalnych firm nie przykłada większego znaczenia do narodowości inwestorów, pracowników czy klientów – każda z tych grup składa się zwykle z przedstawicieli wielu różnych narodów.

Udziałowcami korporacji są osoby prywatne, firmy ubezpieczeniowe, fundusze emerytalne, fundusze inwestycyjne czy też inne korporacje. Jedna korporacja może mieć setki tysięcy współwłaścicieli.

 

Co dają nam korporacje?

 

Korporacje dają nam możliwość zainwestowania naszego kapitału i dzielenia zwycięstw i porażek z daną firmą (np. zamiast mieć swoją firmę, możesz kupić choćby za niewielkie pieniądze udziały w jakiejś korporacji).

Korporacje tworzą bardzo wysoko płatne miejsca pracy. Jeśli słyszysz o tym, że ktoś w Warszawie zarabia np. 22 tys. zł miesięcznie – prawdopodobnie jest on pracownikiem globalnej korporacji. Takie miejsce pracy tworzy od razu kilka nowych miejsc pracy w usługach – taka osoba będzie częściej np. jeść w restauracjach, być może zatrudni kogoś do sprzątania swojego domu itd. Korporacje zatrudniają zwykle na wysokich stanowiskach bardzo utalentowanych ludzi, którzy skończyli najlepsze uczelnie i są w stanie podejmować dobre decyzje, które służą jednocześnie klientom, pracownikom i udziałowcom.

Korporacje dają nam coraz lepsze produkty w coraz niższych cenach. Dzięki globalnej konkurencji trwa ciągła walka o klienta i wygrywają Ci, którzy są w stanie najlepiej odpowiedzieć na oczekiwania klientów. To dlatego jedne firmy się rozwijają a inne bankrutują – zmieniają się technologie i oczekiwania klientów, którzy niejako głosują swoimi złotówkami i pokazują w ten sposób, która firma się rozwinie, która przetrwa, a która padnie. Dzięki produkcji na masową skalę korporacje obniżają jednostkowy koszt wyprodukowania danej rzeczy i dlatego są w stanie zaoferować ją taniej niż w przypadku małych firm produkujących małe ilości.

Oczywiście jak to w świecie bywa, korporacje nie są idealne, zdarzają się różnego typu skandale czy nadużycia, jednak jest to najlepszy system, jaki do tej pory powstał, by rozwiązywać problem odpowiedniej alokacji kapitału i wciąż dostosowywać to, co oferują firmy do zmieniających się oczekiwań klientów. To dzięki temu systemowi mamy dziś duży wybór produktów z różnych stron świata, w różnych cenach, a nie puste półki w sklepach i co najwyżej ocet.

Po internecie krąży artykuł starający się pokazać, że podatki w Polsce są bardzo wysokie, bo za zarobki w wysokości naszej średniej krajowej, w bogatych krajach nie płaci się wcale podatku (są poniżej kwoty wolnej od podatku).

Oto przykład, z tego artykułu:

bs

Jak jest naprawdę?

Nie można porównywać KWOTY polskich zarobków do systemów podatkowych bogatych krajów, między innymi dlatego, że są w nich zupełnie inne ceny (szczególnie nieruchomości, wynajmu itd.) i inne średnie zarobki. Za polską średnią ciężko byłoby przeżyć w Londynie czy Berlinie.

Dobrym porównaniem jest natomiast zestawienie pokazujące ile procent średniej pensji w danym kraju obywatel oddaje państwu.

Czyli dla Polski weźmiemy nasze średnie wynagrodzenie, ale dla Niemiec weźmiemy niemieckie średnie wynagrodzenie. Dopiero wtedy wychodzi na jaw, ile obywatele faktycznie płacą państwu (zliczamy podatek dochodowy i wszelkie obowiązkowe składki).

Oto dane procentowe z raportu Taxing Wages 2013 OECD za lata 2010, 2011 i 2012:
tax

Źródło: http://www.oecd.org/ctp/tax-policy/TW_2013_Part_2_Table2a.xls

Widać, że Polskie obciążenia podatkowe są mniej więcej takie, jak średnia krajów OECD, natomiast niższe niż w bogatych państwach Unii. Niemcy zarabiający średnią krajową płacą państwu 49,4% swoich zarobków, a Polacy zarabiający średnią krajową płacą 35,5%.

Od jakiegoś czasu krąży po internecie grafika, która stara się wywołać oburzenie zestawiając przychody supermarketów i dyskontów z płaconymi przez nie podatkami:

rep

 

Jak jest naprawdę?

Pierwszy i największy błąd wynika z zestawiania przychodów z kwotą podatku.

Podatki dochodowe płaci się od ZYSKÓW (czyli od przychodów trzeba odjąć KOSZTY).

Marże supermarketów są jednym z najmniejszych w porównaniu z innymi branżami i wahają się między 1-2%. Czyli, z zapłaconych przez Ciebie 100 zł za zakupy, supermarket zarobi 1-2 zł. I to będzie jego zysk podlegający opodatkowaniu, chyba, że firma inwestuje, buduje nowe sklepy i te pieniądze idą na pokrycie kosztów rozwoju, czyli zysku nie ma wcale (a są np. kredyty na wiele lat).

Supermarkety zarabiają kolejny 1-2% obrotu w mało znany klientom sposób – otóż płacą one swoim dostawcom z dużym opóźnieniem (60 a nawet 120 dni). W międzyczasie te duże pieniądze inwestują w różne instrumenty finansowe i mają z tego zysk.

Prawdą jest, że pracownicy w marketach zarabiają mało, że dostawcy są traktowani w mało przyjazny sposób (wymusza się na nich bardzo niskie ceny, opłaty, płaci się im z dużym opóźnieniem itp.).

Z drugiej jednak strony, dzięki supermarketom wszyscy mają znacznie tańsze produkty. Jest to model bardzo zoptymalizowany pod względem cięcia kosztów i dzięki istnieniu tych tanich sklepów najbiedniejsi mogą za swoje małe pieniądze kupić znacznie więcej niż mogli do tej pory w małych sklepikach. Polacy wciąż duży procent swoich domowych budżetów wydają na żywność i fakt, że mogą ją kupować taniej jest bardzo ważny dla społeczeństwa.

Część swoich zysków sieci supermarketów mogą transferować za granicę i nie płacić od nich w Polsce podatków – jest to jednak normalne w przypadku zagranicznych firm, bo inwestorzy, którzy sfinansowali wejście do Polski danej sieci sklepów liczą także na to, że ich inwestycja przyniesie im zyski. Na tej samej zasadzie, polskie firmy operujące za granicą mogą transferować zyski do Polski lub rajów podatkowych.

Nieprawdą jest, że markety co 5 lat zmieniają nazwę, by płacić niższe podatki. Zmiany nazw wynikają z przejęcia danego sklepu przez inną spółkę, bo np. któraś z firm wycofuje się z Polski, a inna rozwija działalność i chętnie przejmie takie upadające sklepy.

Nieprawdą jest również, że mają jakiekolwiek ulgi podatkowe dlatego, że są marketami lub dlatego, że są własnością kapitału zagranicznego. Działają tak, jak wszystkie inne podmioty na rynku – mogą korzystać ze specjalnych stref ekonomicznych, ale dokładnie tak samo, jak każda inna firma.

Marketom nie wiedzie się najlepiej…

Wbrew pozorom, polski rynek jest konkurencyjny i wiele sieci marketów wycofało się z niego, a inne np. wciąż tracą pieniądze.

Oto kilka artykułów prasowych na ten temat:

Carrefour wycofa się z Polski? Kolejne sygnały

Tesco wycofa się z Polski? Bo Polacy kupują coraz mniej

Sieć Real wycofa się z Polski?

Niemiecka sieć handlowa Lidl wycofuje się z Polski

Plus (supermarket) – wycofał się z Polski

Jak widać, markety nie mają w Polsce łatwego życia, często walczą o przetrwanie, przynoszą straty i wycofują się z naszego rynku.

Analiza zmanipulowanego artykułu starającego się przedstawić Polskę, jako kraj trzeciego świata.

Zobacz poniższe wideo i odkryj, jak FAKT.pl manipuluje danymi, by stworzyć obraz katastrofy, której nie ma:

Źródła:
http://en.wikipedia.org/wiki/World_War_II_casualties#Total_deaths
http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_past_and_future_GDP_(PPP)_per_capita